Centrum Łowicka
Dom Kultury na warszawskim Mokotowie, w którym organizowane są kursy dla przyszłych arteteapeutów. Udało mi się porozmawiać zarówno z prowadzącą zajęcia Martą Piotrowską, jak i z uczestniczką Katarzyną Szczepaniak.

Marta Piotrowska
Psycholog. Trener umiejętności psychospołecznych, muzykoterapeutka. Autorka licznych projektów pomocowych i szkoleniowych. Od 20 lat zajmuje się warsztatową pracą z grupą oraz praktyką indywidualną. Specjalizuje się we wspieraniu rozwoju osobistego, rozwoju kompetencji osobistych oraz interwencji kryzysowej.

to muzyka prowadzi wyobraźnię i obrazy, które powstają, są tym co gdzieś rzeczywiście w człowieku tkwi


Dlaczego to właśnie sztuka, w tym muzyka, ma działanie lecznicze?

O leczniczym działaniu muzyki mówimy w sytuacji bezpośredniego oddziaływania muzyki, odpowiednio dobranych dźwięków (czasem przetworzonych) na organizm człowieka. Używamy do tego instrumentów wibroakustycznych, specjalnie dobranego repertuaru. Można wtedy zaobserwować np. obniżenie tętna, uspokojenie oddechu lub zwiększenie aktywności. W zależności od działania.

Natomiast do pracy z komunikacją, integracją, relacjami, sytuacjami trudnymi używamy muzyki w arteterapii i psychoterapii.

Bodziec muzyczny jest najbardziej emocjogennym bodźcem jaki istnieje. Uruchamia emocje a także procesy poznawcze. Dzieje się to poza mechanizmami obronnymi. Przestajemy racjonalizować. Kiedy zaczynamy na podstawie jakiegoś utworu muzycznego wyobrażać sobie jakiś obraz, to dzieje się tak samoistnie, absolutnie poza nami. Ludziom, którzy na początku tego procesu mówią „ja tam nic sobie nie wymyślę”, odpowiadam – nie wymyślaj, po prostu usłysz tę muzykę i daj się prowadzić.

To muzyka prowadzi wyobraźnię i obrazy, które powstają, są tym co gdzieś rzeczywiście w człowieku tkwi. To samo dzieje się, gdy ktoś gra na instrumencie. Nie da się tu nic oszukać, można na początku próbować i starać się pięknie grać. Ale kiedy gra się na jakiś osobisty temat, to jeżeli jest się w emocjach, to jest to po prostu prawdziwe i ludzie to wyczuwają, wszyscy którzy są w grupie, jest to dla innych bardzo czytelne. Ten komunikat, przekaz, znaczenie.

Czyli dzięki muzyce można dotrzeć do takich pokładów w człowieku, z którymi potem doświadczony terapeuta może zacząć pracę?

Doświadczony terapeuta może także używać technik muzykoterapii i pracować na głębi. Tak pracuje się np. w klinikach na oddziałach zaburzeń nerwicowych. Arteterapeuta w swojej pracy może zobaczyć z czym ktoś ma trudności i jeśli będzie taka potrzeba, będzie wiedział gdzie taką osobę skierować. Często arteterapeuci obawiają się, że dotkną trudnych tematów, z którymi nie będą mogli sobie poradzić. Ale to jest tak, że jeżeli coś się uruchomiło w człowieku, to mądrze go wspierając, kierując dalej do specjalistów można tylko pomóc człowiekowi. A cały ten proces rozpoczął się dzięki sztuce.

Czy ktoś to nagrywał? Wydajmy płytę!


Co najbardziej lubisz w swojej działalności arteterapeutycznej?

Bardzo lubię „efekty uboczne”, czyli to, że powstają cudne rzeczy, kreacja, piękna muzyka. Bardzo często słyszę: „czy ktoś to nagrywał? Wydajmy płytę!” Zawsze to samo! Jeżeli ludzie sobie pozwolą na odpuszczenie kontroli, granie, śpiewanie intuitywne danego tematu którego dotykamy, w improwizacji oczywiście, to jest to tak emocjonalne, tak prawdziwe, że mocno porusza wszystkich i między innymi dzięki temu możemy osiągnąć słynny efekt katharsis. Jeżeli to jest praca w grupie – wynika to z synergii grupy, z czegoś co nigdy by nie powstało, gdyby każda z tych osób tworzyła osobno. Najważniejsze jest jednak oczywiście to, co się dzieje z człowiekiem. To jest najcudowniejsze. Jego osobiste doświadczenie.

Jakie są Twoje plany na przyszłość i marzenia związane z arteterapią?

Chciałabym żeby muzykoterapia była bardziej dostępna dla psychologów. W Polskim Towarzystwie Psychiatrycznym w sekcji psychoterapii są tzw. grupy robocze, w tym muzykoterapia. Chciałabym, aby te struktury istniały w Towarzystwie Psychologicznym. Kiedyś bardzo byłam zaangażowana w tę sprawę.

Bardzo bym chciała również żeby nauczyciele i pedagodzy w szkołach mogli korzystać z tego jako narzędzia pracy pomocnego w regulowaniu emocji, rozwijania inteligencji emocjonalnej, redukcji stresu, uważności, empatii, radzenia sobie z sytuacjami trudnymi. Jest to ważne szczególnie teraz w sytuacji pandemii i jej skutków psychologicznych. Dobrze też aby arteterapia była wykorzystywana z większą świadomością, żeby nie sprowadzać jej tylko do narzędzia relaksacji, albo do zabawy. Choć zabawa jako taka jest absolutnie potrzebna! Społeczna, rozwojowa i antystresowa funkcja zabawy jest nieoceniona.

Także co do planów – szkolenia i warsztaty!

Katarzyna Szczepaniak.
​Uczestniczka kursu w Domu Kultury Centrum Łowicka. Edukatorka, instruktorka akademicka, koordynatorka projektów. Prowadzi inicjatywę Akademia Znajomych.

Co dają Ci takie zajęcia?

Ten kurs jest interdyscyplinarny, łączy różne dziedziny i to mi się bardzo w nim podoba. Jest tu pedagogika, są elementy psychologii społecznej, psychologii rozwoju, jest streetworking, jest muzykoterapia i wiele innych przedmiotów. Każde spotkanie jest zupełnie inne. Ucząc się różnych rzeczy, sami również przechodzimy ten proces, tak jak to było w przypadku terapii tańcem i ruchem. Taki proces to jest zawsze przygoda i okazja do dotknięcia w sobie różnych obszarów. To widać też na zdjęciach, które robiłeś, jak bardzo różnie ludzie reagują. Na koniec za każdym razem rozmawiamy, co nam takie doświadczenie dało, żeby lepiej zrozumieć samo działanie.

Jeżeli chodzi o muzykoterapię, to było to bardzo otwierające, bardzo odkrywcze, bo nie gram na żadnym instrumencie, a dostaliśmy mnóstwo różnych, których nie znałam w ogóle i widziałam po raz pierwszy. Zakochałam się w jednym – nazywa się pieriepiełoczka. Dźwięki, które wydaje są niesamowite, baśniowe i wprowadzają w inny świat. To było bardzo uwalniające i ubogacające doświadczenie, też dzięki temu poczuciu wspólnoty, kiedy graliśmy razem, kiedy komunikowaliśmy się przez muzykę i każdy miał zagrać coś od siebie. Później była komunikacja pomiędzy grupami, staliśmy naprzeciwko siebie i rozmawialiśmy dźwiękami. Uważam, że to proces warty poświęcenia czasu i że tego nam brakuje zwłaszcza w tej kulturze naszej gdzie muzyka, plastyka w szkole nie są traktowane poważnie, spychane na margines, a uczą one przecież słuchania i rozmowy w inny sposób, wrażliwości na druga osobę, pomagają budować wspólnotę, np. wspólny śpiew wspólne granie, siedzenie w kręgu. To jest coś bardzo cennego.