W dniach 3-4 lipca 2021 w Lublinie odbyła się kolejna edycja Lubelskich Dni Muzykoterapii. Jest to coroczne wydarzenie promujące muzykoterapię.  Udało mi się porozmawiać z jego głównym organizatorem.

Dr hab. Krzysztof Stachyra
​Wykwalifikowany muzykoterapeuta z wieloletnią praktyką, wykładowca akademicki w Polsce i zagranicą. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Muzykoterapeutów oraz Polskiego Stowarzyszenia Terapii Przez Sztukę, były Przewodniczący Komisji Akredytacji i Certyfikacji Światowej Fe­deracji Muzykoterapii (WFMT). Redaktor naczelny portalu “Terapia przez sztukę” oraz redaktor w amerykańskim journalu Journal of Biomusical Engineering.

Dlaczego to właśnie sztuka, w tym muzyka, ma działanie lecznicze?

Sztuka jest uniwersalnym językiem, który jest w stanie dotrzeć bezpośrednio do każdego. Potrafi trafić w sedno, poruszyć w nas różne, ważne struny. Odbiór sztuki jest zawsze bardzo osobisty – każda osoba w kontakcie z tym samym dziełem, może odczuwać coś innego. Zawsze jest to zależne od tego na jakim etapie życia jesteśmy, jak funkcjonujemy, jak czujemy się w danej chwili.

jeżeli dany utwór wywoła jakiś trudny, głęboki stan, mocno dotykający osobę, to tylko wykwalifikowany terapeuta będzie wiedział jak wykorzystać tę sytuację terapeutycznie, do przepracowania pewnych doświadczeń, ale też będzie wiedział jak ten proces bezpiecznie zamknąć


Rolą arteterapeuty jest kierowanie procesem terapii, zadbanie o to, żeby terapia przez sztukę była bezpieczna i prowadziła do możliwie najbardziej pozytywnych rezultatów. Sesja muzykoterapii to, wbrew temu co niektórzy sądzą, nie jest dążenie do tego żeby komuś było miło i przyjemnie, choć i to też się liczy. Natomiast najważniejsze, żeby dzięki tym działaniom, kontaktowi ze sztuką, tworzeniu sztuki, uczestnik takiej sesji mógł się rozwijać, czasem dotarł do czegoś, co jest ważne w jego życiu, zrozumiał pewne rzeczy, uświadomił sobie coś a później mógł dokonać zmiany na lepsze. Trzeba wiedzieć, że to nic złego jeśli reagujemy smutkiem czy płaczem na jakąś muzykę, piosenkę. Taka muzyka też może być wykorzystana w terapii. Ale jest to delikatny i dosyć skomplikowany proces. Dlatego do jego przeprowadzenia potrzebni są odpowiednio wykwalifikowani terapeuci – jeżeli przyczynimy się do wywołania w kimś silnych emocji, które będą dla tej osoby trudne, nieprzyjemne, z którymi trudno mu będzie sobie poradzić a następnie zostawimy ją z tym samą, to oczywiste jest, że możemy uczynić wiele złego. A tak niestety zdarza się robić osobom, które nie mają odpowiedniego przygotowania do prowadzenia terapii przez sztukę i próbują „bawić się” w muzykoterapeutów. Jeżeli dany utwór wywoła jakiś trudny, głęboki stan, mocno dotykający osobę, to tylko wykwalifikowany terapeuta będzie wiedział jak wykorzystać tę sytuację terapeutycznie, do przepracowania pewnych doświadczeń, ale też będzie wiedział jak ten proces bezpiecznie zamknąć.

muzyka na tyle mocno i celnie dotknęła w niej to co istotne, że nie była w stanie dłużej tego blokować


Mogę podać przykład z własnej pracy terapeutycznej. Już na pierwszej sesji osoba, która miała zaburzenia lękowe i była po dwóch ukończonych standardowych psychoterapiach, podczas słuchania muzyki w stanie głębokiego odprężenia zaczęła bardzo mocno płakać, ekspresyjnie mówić o tym co jest istotą jej problemu, co jest trudne dla niej w życiu. Pod koniec sesji psychoterapii muzycznej przyznała, że była bardzo zaskoczona swoją reakcją, bo należy do osób, które świetnie kontrolują emocje i od lat nie uroniła łzy przy innej osobie. Mówiła, że te dwie przebyte psychoterapie nie wywołały w niej takiego efektu, takiego otwarcia jak tutaj na jednej sesji. Muzyka na tyle mocno i celnie dotknęła w niej to co istotne, że nie była w stanie dłużej tego blokować i musiała „puścić” to co było w niej zablokowane. To nie jest jednorazowy przypadek. Muzyka dzięki swojej metaforyczności potrafi trafnie dotknąć tego, co jest dla nas ważne, co wymaga poruszenia. I to nie jest też tak, że terapeuta wie do jakich odkryć to doprowadzi. Często nie ma pojęcia. Muzyka wywołuje w kimś reakcję, zaś terapeuta pozwala bezpiecznie przeprowadzić ją przez proces, tak wykorzystać działanie muzyki, aby w efekcie dana osoba mogła poradzić sobie z danym problemem, nauczyła zdrowych strategii radzenia, aby lepiej funkcjonowała.

Co najbardziej lubisz w swojej działalności?

Kontakt z ludźmi. Zdarza się, że osoby, które go unikają, np. osoby z autyzmem, nagle potrafią ten kontakt nawiązać na poziomie muzycznym, podczas wspólnej improwizacji na instrumentach. Rzadko kiedy ten kontakt bazuje na słowach, najczęściej to dźwięki, ale ten kontakt jest zrozumiały dla obu stron, wyraźnie dostrzec można cechy dialogowania. To niezwykła siła jaką daje kontakt przez muzykę, fakt jak to głęboko działa,  jest czymś wspaniałym. Pozwala zaobserwować jak dosłownie w oczach ludzie się zmieniają. Oczywiście nie jest tak, że na każdej sesji dzieje się coś wyjątkowego, że każda sesja jest przełomowa. Jednak najbardziej w głowie każdego terapeuty zostają właśnie te momenty, kiedy coś się takiego się wydarzy, momenty zwrotne w terapii, a czasami i w życiu tych osób.

Jakie są Twoje cele, marzenia?

Chciałbym żeby terapia przez sztukę znalazła swoje miejsce i była szanowana w państwowym systemie zdrowotnym, w edukacji, w regulacjach prawnych, bo to będzie z korzyścią dla wszystkich. Teraz idąc do arteterapeuty czy muzykoterapeuty, przeciętna osoba nie jest w stanie zweryfikować, czy ktoś jest specjalistą, czy też tylko się za specjalistę podaje. Trudno oczekiwać, że to się zmieni dopóki nie będzie wymogu posiadania odpowiedniego wykształcenia, aby posługiwać się tytułem arteterapeuty, muzykoterapeuty, choreoterapeuty (i nie mam tutaj na myśli weekendowego kursu).

Niech przykładem będzie sytuacja, gdzie w myśl rozporządzenia Ministra Zdrowia, które określa warunki zatrudnienia muzykoterapeutów w placówkach medycznych, o takie stanowisko muzykoterapeuty może ubiegać osoba, która ukończyła podyplomowe studia w zakresie muzykoterapii (to jest jak najbardziej w porządku), ale również może to być osoba, która ukończyła studia wyższe na „kierunku artystycznym”. Inaczej mówiąc, muzykoterapię w szpitalu może prowadzić np. fotograf, architekt… To absurd. Dlatego tak ważne jest uporządkowanie przepisów, gdyż będzie to szansą dla wszystkich: z jednej strony muzykoterapeuci będą mieli zatrudnienie i będzie to też motywacja do tego, żeby podjąć studia w zakresie muzykoterapii i starać się o to żeby być jak najlepszym terapeutą. Ale z drugiej, damy szansę korzystania z profesjonalnie prowadzonej terapii wszystkim potrzebującym tego osobom. I o tym właśnie marzę. Bo przecież pracujemy z ludźmi i dla ludzi, korzystając z niesamowitych możliwości jakie w tym względzie daje sztuka.